...tak sie zaczelo...

Wasze historie, wspomnienia i relacje z wyjazdów do Niemiec do pracy.

...tak sie zaczelo...

Postprzez etap » Pt, 6 mar 2015, 10:34

Jak sie zaczela moja praca w opiece?-zupelnie spontanicznie. Zmuszona sytuacja zyciowa i rodzinna, w grudniu 2011 r zaczelam powaznie zastanawiac sie nad wyjazdem . Czytalam fora opiekunek, zbieralam informacje i nastawialam sie psychicznie. Niestety aby wyjechac z agencja, nie mialam szans , bo moj niemiecki byl bardzo mierny. Uczylam sie kiedys tego jezyka w LO ale nie podobal mi sie i niewiele pamietalam. Pod wplywem presji czasowej, znalazlam prywatne ogloszenie na internecie do rodziny polskiej. Zadzwonilam, umowilam sie na 5 luty 2012. Pozalatwialam swoje sprawy w PL, wzielam urlop polroczny w pracy, jako zabezpieczenie gdyby mi sie na wyjezdzie nie powiodlo. Pozyczylam pieniadze na busa i 4 lutego wieczorem, udalam sie w nieznane. Wiadomo jak jest z ogloszeniami na internecie, nie wszystkie sa prawdziwe.Jadac , staralam sie nie dopuszczac do siebie zlych mysli, a poza tym bylo tak zle, ze juz gorzej byc nie moglo.Bylam w DE o 4 godz rano. Praca okazala sie prawdziwa. Do opieki byla 86 letnia babcia- roslinka. Byla po wylewie, bez kontaktu jakiegokolwiek ze swiatem. Karmiona sonda zoladkowa. Zostalam rzucona na gleboka wode, pierwszy moj kontakt z osoba chora i to jeszcze tak powaznie. Bylam zielona w tym , comam robic. Pomagal mi jej juz nie pierwszej mlodosci syn. Przez 4 miesiace jak tam bylam, moja doba byla podzielona na - co 2 godziny- a wiec nawet noca trzeba bylo co 2 godz wstawac i przewracac babcie , aby nie dostala odlezyn, zmieniac pampers...Pieniadze jakie tam dostalam , to bylo 600 eu na miesiac. Nie to bylo problemem, wyjechalam z mysla, zeby miec zyciowy spokoj, aby uwolnic sie od zlego w domu rodzinnym. Po 3 miesiacach mego pobytu tam, dowiedzioalam sie , ze mam poczatki nowotworu i musze byc szybko operowana. Pozytyw- gdybym zostala w PL nie poszlabym to pewne do lekarza i nie pisalabym juz tu teraz, nie byloby mnie. Po operacji nie moglam 3 miesiace dzwigac. Postanowilam szukac nowej pracy, chociaz ta roczina mowila, ze moge zostac i jak bede juz sprawna, pomagac im dalej. Okazali sie dobrymi ludzmi. Przed operacja zatrudnili mnie i mialam ubezpieczenie, pracowalam na niemieckich zasadach. Po miesiacu znalazlam prace w Kaaffebar we FM. Jechalam znow w nieznane , pierwszy raz koleja niemiecka. Tez nie bylam pewna , ze ta praca bedzie realna. Byla, ale po poltorej miesiaca pracy, nie dostalam ani grosza. Znalazlam wiec prace opiekunki przez niemiecka agencje i tak trafilam pod Stuttgart gdzie bylam 11 miesiecy z tego 6 prywatnie , zatrudnila mnie ta rodzina. Oplacalo sie im bardziej niz przez agencje , ami tez bylo na reke, bo postanowilam zostac w De na stale. Jesli jestescie zainteresowane co bylo dalej, moge Wam opisac:)
etap
 
Posty: 26
Dołączył(a): Pt, 6 mar 2015, 06:31

Re: ...tak sie zaczelo...

Postprzez dziwna » Pt, 6 mar 2015, 13:24

Etap pisz, pisz śmiało, czytelników Ci tutaj nie zabraknie :) Zawsze ciekawie jest poczytać życiowe historie innych. Gratuluje wygranej z chorobą! Musisz być bardzo dzielną kobietą, uciekłaś od męża tyrana? To że miałaś na to odwagę zasługuje na brawa! bo wiele kobiet tkwi w takiej beznadziei przez lata... (chyba, że chodziło o coś innego).
Avatar użytkownika
dziwna
 

Re: ...tak sie zaczelo...

Postprzez etap » Pt, 6 mar 2015, 13:38

dziwna, dzieki za zainteresowanie moja historia, jakos nie mam komu tego powiedziec i siedzi to w mojej duszy. Jak to zrobie, bedzie mi lzej. Masz racje, ucieklam od TYRANA, dlugoletniego. ciesze sie , ze juz jest okay. Jutro nastepna czesc:)
etap
 
Posty: 26
Dołączył(a): Pt, 6 mar 2015, 06:31

Re: ...tak sie zaczelo...

Postprzez majka » Pt, 6 mar 2015, 16:02

etap - to prawda, że pisanie pomaga. Mi też. Do dzisiaj prowadze pamiętnik, nie piszę w nim codziennie ale jak mnie coś poruszy, a życie też mnie nie oszczędzało więc ciekawa historia powstała na tych wszystkich kartkach... czekam na dalszą Twoję relacje i także gratuluje wygranej i to podwójnej, i z chorobą i z nim..
Avatar użytkownika
majka
 

Re: ...tak sie zaczelo...

Postprzez fili » Pt, 6 mar 2015, 16:54

Tak to właśnie w naszym życiu jest... niekiedy coś złego się dzieje właśnie po to, żeby mogło się wydarzyć coś dobrego. Tak jak napisałas, może nie odkryłabyś choroby, gdyby nie koniecznośc uciekania od obecnego życia..
Avatar użytkownika
fili
 

Re: ...tak sie zaczelo...

Postprzez etap » Pt, 6 mar 2015, 19:06

Praca pod Sttutgartem byla na zabitej dechami wsi. pierwszy raz spotkalam sie z tym , ze we wsi nie ma sklepu, ze nie moge kupic papierosow, bez ktorych nie moglam sie obejsc. Byl automat z papierosami ale na polski dowod nie mozna kupic.Raz w tygodniu przyjezdzalo auto i tam sie zaopatrywalam. Mialam pod opieka malzenstwo, wlasciwie pana, ale przeciez nie moglam nie opiekowac sie jego zona. Tak wszystkie agencje wykorzystuja niezaleznie czy polskie, czy niemieckie.Pan G.byl czlowiekiem obloznie chorym, z sonda zoladkowa(mialam juz z pierwszej stelli wprawe w obsudze), z poczatkiem demencji. Pani E miala tez problemy zdrowotne, ale byla uparta kobieta. Zawsze mowila- ja musze to zrobic- i robila. Jeden tydzien ja gotowalam , drugi tydzien ona. Dogadywalysmy sie bardzo dobrze ze soba, gdyby nie corka mieszkajaca w tej wsi ze swoim przyjacielem. Przychodzila codziennie wieczorem i od progu padalo pytanie- alles klar? Pani E spokojnie odpowiadala- ja! Byla szczesliwa jak corka odchodzila. Pan G byl wielkim leniem, dlatego nie chodzil. Zakupilismy mu rower ortopedyczny. Byl nieszczesliwy kiedy zapinalam go do tego urzadzenia i zalaczalam motorek. Byl przypiety, motor chodzil, wiec i rece i nogi musialy sie poruszac. Czasem mowil- bitte , mach nicht die Scheiße, ich will meine Ruhe haben. Niestety pani E czuwala nad tym, aby maz codziennie odwalil swoja prace. Mial czasem szczescie, ze pani E byla czyms zajeta, wiec ustawialam mu czas nie 30 a 15 minut. Nie lubil tez lotu na podnosniku. Musialam uwazac przy zakladaniu pasow, aby nie przyciac klejnotow. Mysle, ze pani E swego czasu miala wiele zadowolenia , jak widzialam jakich rozmiarow byly w wieku 86 lat. Zaczynalam dzien o godzinie 8 od porannej toalety pany G , a wiec lot na Toiletenstuhl, mycie, golenie, czesanie. Pan G w tym czasie oddawal to , co zjadl poprzedniego dnia. Czasem nie udawalo mu sie, wiec mialam pozniej robote dodatkowa. Tak siedzial do godziny 9 i ciagle nawolywal, ze chce sie spowrotem polozyc. Jak bylam w zlym nastroju, mowilam- to kladz sie, pozwalam ci. Odpowiadal- scheiße, denkst du , dass ich doof bin. Lubilam go, bardzo mi ufal. Czasem klocili sie z pania E i musialam ustawiac ich do pionu. Pan G ladowany byl go lozka, pani E wytransportowana do pokoju przed telewizor. Ucieralam lzy pani E a pozniej szlam na powazna rozmowe z panem G. Nastepnie smiejac sie w duchu , szlam do swegp mieszkania na pietro. Chwila spokoju i dzwonil moj dzwonek laczacy mnie z panem G. Szlam do pana G i glupio pytalam o co chodzi. On odpowiadal- na ja, du weiss doch, ich will E endschuldigen , aber sie will nicht zu mir kommen. To byl zawsze problem pania E do pana G przyciagnac. Jak sie juz udalo, panowal kilka dni boski spokoj.Kazdego dnia na obiedzie pojawial sie ich samotny w moim wieku syn. Do dzis nie wiem czy to powaznie byl facet. Bardziej przypominal mi nieruszana panienke. Dalszy ciag innym razem. limit znakow wyczerpany:)
etap
 
Posty: 26
Dołączył(a): Pt, 6 mar 2015, 06:31

Re: ...tak sie zaczelo...

Postprzez fili » Pn, 9 mar 2015, 13:54

Ha ha etap mówisz, że był dobrze obdarzony? :lol: :D A to byłaś nie tylko opiekunką, ale też negocjatorką i ich "godzicielką" he he. a żona nie przejawiała żdnych oznak zazdrości? Ja kiedyś była na ofercie też u małżeństwa. To było piękne, że pomimo że oboje schorowani staruszkowie to się nadal bardzo kochali, to było po prostu widac... ale ona miała problemy z zazdrościa. Pan Moritz nigdy nie zachował się źle względem mnie, zawsze traktował mnie z szacunkiem, ale jej wystarczyło, że za długo ze mna rozmawiał i już rzucała fochami. Co to za kobieta była ;)
Avatar użytkownika
fili
 

Re: ...tak sie zaczelo...

Postprzez Katarina » Pn, 9 mar 2015, 14:47

Etap - fajnie się Ciebie czyta! Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy :) Może kiedyś też opisze swoją historię ;)
Katarina
 
Posty: 72
Dołączył(a): Pt, 18 lip 2014, 09:02

Re: ...tak sie zaczelo...

Postprzez Bogusia » Wt, 10 mar 2015, 09:58

Etap - ja też się zaczytałam, musisz wiedzieć, że teraz kilka babek siedzi i od 6 marca (czyli juz az 4 dni!!) czeka na ciąg dalszy Twojej historii :D To już pewne zobowiązanie he he he.
Bogusia
 
Posty: 37
Dołączył(a): Wt, 12 sie 2014, 09:24

Re: ...tak sie zaczelo...

Postprzez sisi » Śr, 11 mar 2015, 09:48

Chyba się już nie dowiemy co było dalej :(
Avatar użytkownika
sisi
 

Następna strona

Powrót do Dzień po dniu...



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron